start | ja | teatr, radio, film, telewizja, orkiestra | mp3
napisali | filmy | kontakt | linki | stempel

t

powiadomienia

o nowościach -

tzw. subskrypcja albo newsletter

wpisz maila:

 

 

 

 

 

 

Kopciuszek  - Dorota Stępień

tytuł realizacji: Kopciuszek
miejsce premiery: Teatr im. Andersena Lublin
data premiery: 02-12-2007
reżyseria: Jerzy Jan Połoński
scenografia: Elżbieta Terlikowska
choreografia: Jarosław Staniek
muzyka: Michał Kowalczyk
Obsada:  
Kopciuszek - Mirella Rogoza-Biel
Książę - Konrad Biel
Herold - Daniel Arbaczewski
Paź - Bogusław Byrski
Macocha - Maria Wąsiel
Córka Kazimiera - Wioletta Tomica
Córka Scholastyka - Ilona Zgiet
Myszka Ząbek - Bartosz Siwek
Myszka Pazurek - Jacek Dragun
Myszka Wąsik - Piotr Gajos
Wróżka Dobroduszka - Roma Drozdówna
Król - Marian Kłodnicki
Królowa - Bożena Dragun

 

==========================================================

 

Kalejdoskopowy Kopciuszek

"Kopciuszek" w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze im. Andersena w lublinie. Pisze Andrzej Molik w Kurierze Lubelskim.

 

«Rockoperowy "Kopciuszek" Doroty Stępień z muzyką Michała Mikiego Kowalczyka pokazany wczoraj premierowo w Teatrze im. H.Ch. Andersena jest efektowny do bólu. Sceny mienią się jak w kalejdoskopie. Reżyser Jerzy Jan Połoński nadał widowisku ogromne tempo.

 

Choreograf Jarosław Staniek dołożył do tego ręki, wyciskając z aktorów ostatnie poty we wręcz niekiedy zwariowanych układach - powiedzmy - okołotanecznych. Elżbieta Terlikowska ubrała wykonawców w tak odlotowe kostiumy, że rewia z Moulin Rouge by się ich nie powstydziła, a zapatrzeni w nie widzowie w Andersenie nie zauważają nawet, że cała pierwsza część przedstawienia pozbawiona jest dekoracji.

 

Muzyka jest równie kalejdoskopowa jak całość - klasyka ściga się z rapem, rock goni reggae, polka konkuruje z recytatywami. Chciałoby się jeszcze rzec, że piosenki nie schodzą aktorom z ust, gdyby nie to, że brzmią z playbacku. Wymagającemu odbiorcy długo trudno się z tym pogodzić i duma, czy to nie kolejny ukłon realizatorów w stronę telewizji. Bo w poetyce telewizyjnej rewii, festiwali i konkursów, na czele z "Idolem", wykreowano całego lubelskiego "Kopciuszka", a playback w TV to przecież nagminny zabieg zmniejszający ryzyko wpadek.

 

Z czasem jednak orientujemy się, że zespół aktorski teatru z Dominikańskiej, chociaż znany ze świetnego śpiewu, nieraz mistrzostwo udowadniający i chyba najlepszy w Lublinie, tym razem postawiony został przed karkołomnym zadaniem. W przedstawieniu niemal nie ma kwestii wypowiadanych. Wszystko się wyśpiewuje i to w ruchu, jak się rzekło, ogromnym. W takiej konwencji aktorzy nie mówią do siebie, nie wymieniają kwestii, co jest budulcem prawdziwych kreacji, tylko grają na wprost, do widowni. To trudne, w dodatku nie da się wyróżniać ról.

 

Pozostaje ocena głosów nagranych w studiu. Jak zwykle niezawodne są: Roma Drozdówna oraz - mimo wynikającego z treści bajki skazania na przegraną w konkursie - złe siostry Ilona Zgiet i Violetta Tomica i Kopciuszek - Mirella Rogoza-Biel, której melodyjna "idolowa" piosenka należy do tych - niestety niewielu - które można nucić po wyjściu z teatru. Wśród panów wyróżnić należy świetny chór Myszy - Jacka Draguna, Piotra Gajosa i Bartosza Siwka, a przede wszystkim Konrada Biela jako Księcia, bardzo przy tym wiarygodnego i delikatnie jedynie zaznaczającego podobieństwo z pierwowzorem tej postaci, którym, jak wiadomo, jest Michał Wiśniewski. Zresztą głosowo (z playbacku) cały zespół wypada doskonale, w czym być może także zasługa jakiegoś mistrza masteringu ze Studia Hendrix, gdzie dokonano nagrań.

 

Chociaż w pierwszej części młodzi widzowie radośnie reagują jedynie na śpiewną, wysoce niewyszukaną prezentację grubszej z sióstr: "Pierwsza córka Kazimiera, wszystkie pączki w kuchni zżera", trzeba przyznać, że pod względem widowiskowym "Kopciuszek" jest realizacją mistrzowską. Druga część z balem-konkursem jest już kalejdoskopem tak rozkręconym i tak barwnym, że dzieciaki szaleją ze szczęścia. Muzycznie przy tym wspina się na wysoki musicalowy poziom i gdy brzmi finałowe "Musisz wierzyć, musisz marzyć, bo marzenia to życzenia do spełnienia" da się nawet na chwilę zapomnieć, że to jedyna nauka płynąca z tej bajki.

 

Albowiem - i to już refleksja po pierwszym oszołomieniu tą, co tu gadać, telewizyjną papką - pani Stępień nie jest ani Andersenem, którego imię teatr nosi, ani braćmi Grimm, Milne, Brzechwą czy Kulmową, a już, broń Boże, Kołakowskim, bo oni nie wznieśliby się na takie poziomy subtelności, żeby np. w usta króla przed balem wkładać kwestię "Taki jestem tym przejęty, że mnie swędzą obie pięty". Ale z tym się można pogodzić. Gorzej, że ta guma do żucia dla oczu i uszu pozbawiona została podstawowego atrybutu każdej dobrej bajki - dozy tajemnicy, treści działających na wyobraźnię młodego odbiorcy, otwierających ją i budujących sferę wartości. Stąd pytanie zasadnicze po premierze "Kopciuszka": Czy teatr musi schlebiać gustom telewizji, która nam dzieci ogłupia? Poza tym, wszystko w porządku. Kalejdoskop się kręci.»

Jakiż złoty kapelusz!

"Kopciuszek" w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze im. Andersena w lublinie. Pisze Grzegorz Józefczuk w Gazecie Wyborczej - Wrocław.

 

«"Kopciuszek" w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego to musical posiłkujący się różnego rodzaju stylami, w tym umiejętnie parodią, a ta sprawia, że tekst z zamierzenia ekstra prosty i banalny nie brzmi grafomańsko, zaś muzyka - również prosta, a więc taka, jaką lubią dzieci - po prostu wpada w ucho i nie przeszkadza. Specjalnym atutem, ubarwiającym przedstawienie, są kostiumy według projektów znanej wrocławskiej malarki, ilustratorki i scenografki - Elżbiety Terlikowskiej, szalenie fantazyjne. Myszy według Terlikowskiej to kostiumowy majstersztyk, podobnie jak symbolicznie złoty kapelusz na głowie królewicza. Piosenki słyszymy z playbacku, ale chyba w warunkach lubelskiej sceny lalkowej, najmniejszej w kraju (cud, że aktorzy się tu nie zabijają), inaczej by się nie dało.

 

Publiczność w każdym wieku siedzi jak zaczarowana, a w drugim akcie uśmiech nie znika z rozbawionego oblicza widzów. Scena, kiedy książę (Konrad Biel) śpiewa swój miłosny song po balu, zrywa publiczność do euforycznej reakcji, bo w bajkowej postaci rozpoznają kogoś dobrze znanego z ekranów telewizorów i estrad. Zresztą, kilka scen zostało doprawdy dopracowanych wyśmienicie pod każdym teatralnym względem, jak choćby ta, kiedy niedobre siostry, Kazimiera ("się wydziera i pączki zżera") i Scholastyka ("jak tyka") oraz macocha Karolina ("w garści mocno wszystko trzyma") - mierzą pantofelek znaleziony na balu.

 

Napracował się cały zespół Teatru Andersena, ale efekt jest kuszący i najwyraźniej sprawia wszystkim zadowolenie. "Kopciuszek" lubelski jest czystą rozrywką, spektaklem bardzo sprawnie wyreżyserowanym. Nie każdemu może się podobać pewna teatralna jarmarczność i kiczowatość, lecz taka to zamierzona licencia poetica, aby bawiła.»

 

 

 

...góra strony...